Nie mogę spokojnie patrzeć, na ludzi, którzy "odkładają na później". Związki? Nie mam czasu, może trochę później. Podróże? Jak się trochę ustawię, ustabilizuję. Dzieci? Może za rok, za dwa, może dziesięć. A co teraz? No, wiadomo, praca, żeby się ustabilizować. Ciekawa praca? Nie, może później. Jak będzie już stabilizacja, to wtedy otworzę własny biznes i będę robić to, co chcę. Tylko kiedy?
No, później.
Na lodówce w moim mieszkaniu, które zamieszkują dwie duże i dwie małe dziewczyny zawisła kiedyś kartka: "jedzeniostop od 20.00" podpisana przez trzy z czterech lokatorek. Ale jako, że pierwszego dnia, wyjątkowo sprzeczny był ten apel z naszymi apetytami i zawartością lodówki, na kartce powstał dopisek "od jutra". I tak kartka wisiała, tygodniami, codziennie mówiąc nam: od jutra, od jutra, od jutra, aż wizja zmiany w trybie żywieniowym straciła jakąkolwiek wiarygodność. Świstek papieru trafił do recyclingu i tyle było z tego korzyści.
To odkładanie życia na później, mimo, że ściśle związane z finansami, nie przekłada się jakoś na odkładanie pieniędzy. Kredyt bierzemy tu i teraz, a płacenie przesuwamy na później.
Nie wierzę w "na później". Bo przecież nie ma żadnego później, mamy tylko to co teraz. Oszczędzać życie? Bardzo ciężko oszczędzać życie tak, żeby jego wartość wzrastała. A raczej niemożliwe.
Zakopywanie talentów jest czystym szaleństwem.
A można inaczej: żyć hojnie, myśleć rozrzutnie, dzieci rodzić spontanicznie, a kochać wylewnie.
Oszczędności natomiast zostawić w obrębie konta bankowego.
Dwa lata temu szukałam pracy. Zdecydowałam się na nią, bo droga do miejsca pracy była zielona i z daleka od hałasów.
To było dobre kryterium wyboru.
Teraz mam dwie inne prace. Zastanawiałam się ostatnio, czy gdybym była bogaczem i nie musiałabym zarabiać, to czy chciałabym coś takiego robić?
Tak, mogłabym to dalej robić. Oczywiście nie w takim wymiarze, bo przecież musiałoby mi starczyć czasu na wiele wiele innych rzeczy, na które teraz czasu mi brakuje. Ale mogłabym to robić, ma to dla mnie sens.
A co z ludźmi, którzy wygrywając w totka krzyknęli by swojej pracy "nigdy więcej"? Co oni sobie wyobrażają spędzając tam większość swojego życia?
Nie rozumiem takiej inwestycji.
Talentami sypię dookoła..
a one wracają i wracają
czasem jak bumerangi
częściej jak plony.
W kwestii stabilizacji: nie lubię tracić równowagi, ale wolę nauczyć się stabilnego chodzenia po linie, niż zatapiania nóg w betonie.
Indonezja między wulkanem a Moskwą.
11 miesięcy temu