Coś się zmieniło. Przyjaźnie są coraz bardziej egzotyczne, otwartość i szczerość coraz bardziej luksusowe.
Moja siostra rocznik '80 nie rozmawiała w liceum o seksie, nie wysyłała smsów. Ja do liceum trafiłam cztery lata później. O seksie rozmawialiśmy dużo i w szczegółach. Każdy chciał być otwarty, swobodny. Zachowywanie dla siebie było trochę staroświeckie, pachniało pruderią. Nie wiem, czy to tylko jaskółka czy katalizator. W trzeciej klasie wszyscy już dorobili się telefonów i skończyła się spontaniczność. Niby drobnosta, ale wydaje się mieć znaczenie.
Zadomowiłam się w dużym mieście. Ludzie są tu bardziej dla siebie samych. Pozamykani. Ostrożni. Sparzonymi kubkami smakowymi smakują się pobieżnie, małymi porcjami, nie czując pełni smaku. Wszystko jest tu na chwilę. Związki, praca.. Byle się nie zasiedzieć, bo nie będzie rozwoju, bo potem może być zbyt trudno ruszyć do przodu, bo można się unieruchomić. Nikt nie chce zapuszczać korzeni. Odcinamy linki i fruniemy złudnie swobodnie, pilnując, żeby więzi nie były mocniejsze niż moc ucinania. Wszystko jest na chwilę. Szczęśliwe chwile na chwilę. Pielęgnujemy tę wolność bez smaku, bez głębi, lecąc swobodnie wąsko wytyczonym pasem bez ryzyka, wąskim tunelem, w którym nic nie przytrzyma, zawsze można ruszyć na przód.
Ale nigdy wgłąb i poza.
Mam wielu prawdziwych przyjaciół. Większość poznałam przed 16 rokiem życia. Jestem szczęściarą.
B.
Indonezja między wulkanem a Moskwą.
11 miesięcy temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz