wtorek, 12 grudnia 2017

Maturity

"Man goes from one woman to another, goes on changing. People think he is a great lover; he is not a lover at all. He is avoiding, he is trying to avoid any deep involvement because with deep involvement problems have to be faced, and much pain has to be gone through. So one simply plays safe; one makes it a point never to go too deeply into somebody.
If you go too deep you may not be able to come back easily. And if you go deeply into somebody, somebody else will go deeply into you also; it is always proportionate. If I go very deep in you the only way is to allow you also to go that deep in me. It is a give and take, it is a sharing. Then one may get entangled too much, and it will be difficult to escape and the pain may be much. So people learn how to play safe: just let surfaces meet — hit-and-run love affairs. Before you are caught, run.
This is what is happening in the modern world. People have become so juvenile, so childish; they are losing all maturity.
Maturity comes only when you are ready to face the pain of your being; maturity comes only when you are ready to take the challenge. And there is no greater challenge than love."
~ Osho

poniedziałek, 18 czerwca 2012

Kobieta Biała Bizonica

„Mężczyźni nie znają prawdy. Jeśli mają szczęście, uświadamiają sobie, że muszą znaleźć kobietę, która ich tego nauczy. Najpierw jednak kobieta musi zebrać swą moc i sama się uleczyć. I lepiej niech nie naśladuje mężczyzny jak przedrzeźniacz wronę. Gdy tylko raz to się jej uda, jest skończona. To koniec. Mężczyźni i kobiety gubią się i stają się słabi. Gdybyś wybrała mężczyznę, nieważne jaki byłby piękny, a nie swą moc, on by cię zniszczył. Znienawidziłby cię za to, że nie jesteś Kobietą Białą Bizonicą, od której mógłby się uczyć. Gdybyś była boginią, mogłabyś żyć ze swym bogiem w szczęściu, tylko wtedy”

sobota, 10 lipca 2010

***

Do związku trzeba wejść z własną siłą. Dużą. Kto wchodzi bez siły może liczyć na niepowodzenie. Ludzie często myślą, że to właśnie związek da im siłę. To jest złudzenie. Nikt z zewnątrz nie da ani Tobie, ani mnie siły, a jedynie wystawi nasza własna siłę na próbę. Zweryfikuje. I jest tak, że pod wpływem jednego człowieka budzi się w nas siła, pod wpływem innego słabość.
Ale to nie ten człowiek przynosi nam takie dary. To są nasze zasoby.

czwartek, 27 maja 2010

[...] ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu? - Wiesław Myśliwski

sobota, 17 października 2009

kolejna sobota

Wstałam po 13.00, zajrzałam do lodówki w poszukiwaniu czegoś co zapełni pustkę we mnie. Jajka, masło, pół kubeczka śmietany, mleko, żółty wędzony ser. Otworzyłam szafkę: soja, makaron, gorące kubki, płatki owsiane, wiórki kokosowe. Druga szafka: herbata, mąka, cukier, kakao.
Wyjęłam dużą patelnie, postawiłam na ogniu. Miskę do robota i kubeczek. Z lodówki trzy jajka, malutkie, białka do miski, żółtka do kubeczka. Do białek szczyptę soli morskiej, resztę zleciłam robotowi – ubij mi ubij sztywną pianę białkową, która zapełni tę straszną pustkę we mnie. Patelnia pachniała gorącą patelnią, wrzuciłam na nią paczkę wiórków kokosowych. Do żółtek wsypałam cukier i zaczęłam ucierać kogel mogiel. Na przemian mieszam wiórki i ucieram żółtka z cukrem, słodki zapach zaczyna łagodzić mój początek dnia. Wiórki, pachnące, rumiane i chrupiące przerzucam do miski. Gorącą patelnię zestawiam z ognia i wrzucam na nią spory kawałek masła, szybkim ruchem patelni skłaniam masło do obrotów, z każdym okrążeniem jest coraz mniejsze, rozpływa się mieszając z resztkami kokosa. Ucieram dalej żółtka, ale nadgarstki już mi odmawiają posłuszeństwa. W przeciwieństwie do robota, który ambitnie podszedł do spełniania moich błagalnych próśb. Do żółtek wsypuję szczyptę sody – sodo sodo zrób z tych żółtek słodką pianę, która zapełni tę straszną pustkę we mnie.
Do piany wrzucam śmietanę, gęstą, żółtą, tłustą, kwaśną. Wlewam masło, pachnące, tłuste, maślane. Robot miesza, dolewam słodką pianę żółtkową, resztki zbieram palcem, całą długością, żeby ani kropelki nie zostawić, bo pustka jest ogromna. Robot cierpliwie i delikatnie łączy moje zachcianki, dorzucam jeszcze trochę rumianych wiórków i cztery małe łyżeczki mąki. Mieszaj mieszaj, a ja tym czasem patelnię wstawię na ogień i wrzucę jeszcze trochę masła. Masło się rozpłynęło, a na masło popłynęła słodka piana, zdawałoby się że sam zapach mógłby wypełnić słodyczą, ale nie tym razem. Delikatnie przypiekam moją słodycz, dbając o odpowiednią temperaturę i równomierne przypiekanie. W odpowiednim momencie przerzucam na drugą stronę. Prawie się udało, pomagam sobie palcami, pieką teraz przy uderzeniach o klawiaturę, ale całość jest całością, nic się nie rozpadło. Wyjmuję duży talerz, po chwili przerzucam na niego słodkie upieczone coś, co ma uratować mój dzień. Wyjmuję nóż i widelec. Bardzo delikatne, bardzo pyszne i dużo. Przypomniałam sobie o zamrażalniku. Pół pudełka lodów tiramisu. Dwie gałki na talerz. Teraz jest pełnia.
Czy w samotności powinno się robić takie rzeczy? Nigella to robi.
Ale nie poczułam się pełniejsza.

Wybieram się po butelkę wina. Jedna na jedną.

wtorek, 29 września 2009

ilu trzeba wyzbyć się skrupułów, by zasłużyć na łut szczęścia?

ktoś kiedyś mnie o to zapytał i znalazłam rozwiązanie.

na nic mi ono.

niedziela, 28 czerwca 2009

Życie na później

Nie mogę spokojnie patrzeć, na ludzi, którzy "odkładają na później". Związki? Nie mam czasu, może trochę później. Podróże? Jak się trochę ustawię, ustabilizuję. Dzieci? Może za rok, za dwa, może dziesięć. A co teraz? No, wiadomo, praca, żeby się ustabilizować. Ciekawa praca? Nie, może później. Jak będzie już stabilizacja, to wtedy otworzę własny biznes i będę robić to, co chcę. Tylko kiedy?

No, później.

Na lodówce w moim mieszkaniu, które zamieszkują dwie duże i dwie małe dziewczyny zawisła kiedyś kartka: "jedzeniostop od 20.00" podpisana przez trzy z czterech lokatorek. Ale jako, że pierwszego dnia, wyjątkowo sprzeczny był ten apel z naszymi apetytami i zawartością lodówki, na kartce powstał dopisek "od jutra". I tak kartka wisiała, tygodniami, codziennie mówiąc nam: od jutra, od jutra, od jutra, aż wizja zmiany w trybie żywieniowym straciła jakąkolwiek wiarygodność. Świstek papieru trafił do recyclingu i tyle było z tego korzyści.

To odkładanie życia na później, mimo, że ściśle związane z finansami, nie przekłada się jakoś na odkładanie pieniędzy. Kredyt bierzemy tu i teraz, a płacenie przesuwamy na później.

Nie wierzę w "na później". Bo przecież nie ma żadnego później, mamy tylko to co teraz. Oszczędzać życie? Bardzo ciężko oszczędzać życie tak, żeby jego wartość wzrastała. A raczej niemożliwe.

Zakopywanie talentów jest czystym szaleństwem.

A można inaczej: żyć hojnie, myśleć rozrzutnie, dzieci rodzić spontanicznie, a kochać wylewnie.
Oszczędności natomiast zostawić w obrębie konta bankowego.

Dwa lata temu szukałam pracy. Zdecydowałam się na nią, bo droga do miejsca pracy była zielona i z daleka od hałasów.
To było dobre kryterium wyboru.

Teraz mam dwie inne prace. Zastanawiałam się ostatnio, czy gdybym była bogaczem i nie musiałabym zarabiać, to czy chciałabym coś takiego robić?

Tak, mogłabym to dalej robić. Oczywiście nie w takim wymiarze, bo przecież musiałoby mi starczyć czasu na wiele wiele innych rzeczy, na które teraz czasu mi brakuje. Ale mogłabym to robić, ma to dla mnie sens.
A co z ludźmi, którzy wygrywając w totka krzyknęli by swojej pracy "nigdy więcej"? Co oni sobie wyobrażają spędzając tam większość swojego życia?

Nie rozumiem takiej inwestycji.

Talentami sypię dookoła..

a one wracają i wracają

czasem jak bumerangi

częściej jak plony.


W kwestii stabilizacji: nie lubię tracić równowagi, ale wolę nauczyć się stabilnego chodzenia po linie, niż zatapiania nóg w betonie.